poniedziałek, 11 grudnia 2017

8. JESTEM KRUKIEM

- Raven. - Obcy głos powoli do mnie docierał. Wróciłam do świata żywych. Na Ziemię. Planetę, którą mam zamiar uratować.
- Ej. Raven - teraz do przytłumionego głosu doszedł ucisk lewego ramienia.
Powoli rozprostowałam ręce i plecy. Wybudziłam się z długiej medytacji. Po raz pierwszy od dłuższego czasu udało mi się skutecznie zamknąć w moim mrocznym umyśle. Żadnych bodźców z zewnątrz. Widocznie nawet ojciec był tak łaskaw by dać mi choć trochę spokoju.
Mruknęłam dając znać intruzowi, że słucham. Ponownie przeciągnęłam się i strzelając kolanami wstałam.
Obróciłam się do Robina.
- To co chciałeś? - spytałam obojętnie. Spojrzałam w dół, na wyżelowanego chłopaka, który stał przed murkiem. Pomimo tej różnicy i tak nie wiele mu brakowało. Mój wzrost nijak miał się do wzrostu matki, ani tym bardziej wielkości Trygona. Jako człowiek przybierał formę blond atlety. Nie dziw, że moja matka mu się oddała, pomimo początkowego strachu związanego z przyzywaniem. Stoczyła się, a ja nie chcę popełnić tego samego błędu. Będę walczyć.
- Jeszcze raz - powiedziałam. Zeskoczyłam z murku i przystanęłam przy brunecie.
- Po raz szósty, urządzamy wieczór zapoznawczy. - Wykonał w powietrzu cudzysłów. W jego głosie nie słyszałam irytacji, ale wyczuwałam od niego nerwowość.
- Nie za późno? - spytałam sceptycznie. Poświata księżyca była dostatecznie mocna, by rzucić delikatny cień na ostro wyciosaną twarz nastolatka. Poważny i stanowczy charakter w pełni odzwierciedlał jego zamaskowaną facjatę.
- Wręcz przeciwnie - odparł. - A co, zmęczona? - spytał kąśliwie.
- Już ci kiedyś mówiłam, że zło nigdy nie śpi - rzekłam, powtarzając swoje nie tak dawno wypowiedziane słowa. - Zresztą, medytacja jest dla mnie prawie jak sen. Mogę tak kilka dni. - Wzruszyłam obojętnie ramionami. Potrafiłam godzinami czytać po nocach, co umożliwiała mi codzienne doskonalenie sztuki relaksacji z mnichami.
- Kim ty jesteś? - spytał pół serio, pół żartem.
- Krukiem - odparłam, zamieniając się w astralnego ptaka. Zatoczyłam kilka kółek nad liderem i zanurkowałam w dach.
- To już wiem. - Udało mi się usłyszeć. Mam przeczucie, że Robin nie da mi spokoju i będzie chciał wiedzieć o mnie wszystko. Nie trzeba być wiedźmą, by przewidywać, iż to będą upierdliwe i ciężkie lata.
Wleciałam do salonu przez sufit i zmaterializowałam się za zbulwersowanym Bestią.
- No gdzie do jasnej ciasnej oni są? Zaraz osobiście tam pójdę i zaciągnę tą... - przerwał, gdy zauważył, że spojrzenia dwójki towarzyszy powędrowały za jego plecy. Skulił się i przełknął głośno ślinę.
- Stoi za mną, prawdą? - spytał lekko podwyższonym głosem, jaki posiadają chłopcy jeszcze przed mutacją.
Cyborg pokiwał głową, ledwo powstrzymując się od ryknięcia śmiechem. Gwiazdka była mniej obeznana i nie wiedziała jak zareagować.
- Dokończ, bardzo chętnie posłucham - wysyczałam do jego spiczastego ucha.
- Piękną, bladolicą kobietę? - zaproponował, uporczywie unikając mojego wzroku.
Klepnęłam go otwartą dłonią w potylicę, sprawiając, że zielona głowa chłopaka odskoczyła do przodu. Glonojad jęknął.
- Ej, nie bić się. - Do salonu dziarskim krokiem wszedł Robin.
- To ona - wyjęczał, wskazując na mnie oskarżycielsko palcem.
Prychnęłam tylko i usiadłam na skraju półokrągłej kanapy. Wzięłam ze szklanego stolika garść prażonych orzeszków i zaczęłam pojedynczo zapełniać swój opustoszały żołądek.
- Mógłbym was teraz zanudzić podniosłą przemową - zaczął, gdy wszedł na podwyższenie przed szybą. - Ale nie zrobię tego, jako przedstawiciel młodego pokolenia herosów. - uśmiechnął się łobuzersko. - Chciałbym za to zintegrować naszą drużynę i przy okazji wyznać, iż naprawdę cieszę się na naszą, mam nadzieję, długą i owocną współpracę. - Skończył i przejechał bo nas wzrokiem ukrytym za biało-czarną maską.
Chyba oczekiwał od nas jakichś słów aprobaty, wsparcia lub czegoś w tym stylu. Nie doczekał się.
- W takim razie może ja zacznę. Mam 17 lat i byłem pomocnikiem Batmana - zaczął, a Bestia zagwizdał na alter ego jednego z największych superbohaterów. - Jak mogliście już zauważyć jestem tylko człowiekiem - dodał z jakąś nutką dumy w głosie. Pomimo braku nadprzyrodzonych zdolności, świetnie radził sobie w potyczkach. Przewyższał nas wszystkich umiejętnościami walki wręcz. - Moi rodzice zginęli w wypadku, po którym pod swoje skrzydła przygarnął mnie Batman - dokończył, spuszczając wzrok na podłogę. Po chwili jednak uśmiechnął się do nas smutno i zszedł po schodach z podwyższenia.
- U, to może teraz ja! - Bestia wyrwał się do przodu. - Mam 15 lat i jestem dotychczas jedynym tak przystojnym - poruszał zalotnie brwiami, wpatrując się we mnie -  człowiekiem, który potrafi przemieniać się we wszystkie istniejące zwierzęta. Tą zdolność otrzymałem przez podanie antidotum na egzotycznego wirusa, którego nabawiłem się od takiej zielonej małpy co mnie użarła. - Zamienił się w równie zieloną co jego włosy małpkę i podskoczył kilka razy, wydając przy tym wysoki skrzek. Zeskoczył z podestu i wlazł Cyborgowi na głowę.
- Dajesz ziomek. - Dało się usłyszeć spomiędzy skrzekliwego głosu, którym w tej chwili operował chłopak.
Pół robot wzruszył ramionami i wyszedł przez nas.
- Zacząłbym od początku, pomijając środek mojego życia, ale zakładam, że chcielibyście wiedzieć, w jaki sposób stałem się taki. - Spojrzał na swoje ciało promieniujące niebieską poświatą i westchnął. - Byłem kiedyś atletą. Miałem świetne wyniki i miałem szansę na zdobycie pucharu stanowego. - Zamarł na chwilę, jakby wspominał stare, dobre czasy. - Jednak w skutek wypadku, w którym zmarła moja matka, doznałem wręcz śmiertelnych urazów. Mój ojciec, wspaniały naukowiec, odratował mnie, zamieniając prawie 80 procent mojego ciała na części mechaniczne. Żyłem ponad rok w ukryciu. Jednak przestałem się wstydzić samego siebie, gdy spotkałem was. No bo przecież nie wyróżniam się już tak bardzo, gdy towarzyszy mi zielony chłopak albo sam pomocnik Batmana. - Na jego ciemną twarz wstąpił smutny uśmiech. Zaraz wyjdzie na to, że każdy z nas miał trudną i nieprzyjemną przeszłość. Nie jestem jedyną pokrzywdzoną przez los.
Gwiazdka spojrzała na mnie pytająco. Kiwnęłam głową w stronę rzędu potężnych komputerów, dając znak kosmitce, by teraz to ona wyszła.
- Moje imię już znacie, więc wytłumaczę, dlaczego na Ziemię trafiłam jako ścigana. - Zaczerpnęła powietrza, przygotowując się na dłuższą przemowę. -  Zostałam sprzedana z mojego rodzinnego Tamaran - zaczęła. Po pokoju rozlał się smutek, gorycz ale i gniew. - Jako nagroda miałam zostać przetransportowana do Citadeli. - Łzy napłynęły dziewczynie do oczu. Spuściła wzrok. - Po długich torturach i eksperymentach przeprowadzanych podczas podróży statkiem, zdołałam uciec, a że najbliższą planetą była Ziemia, postanowiłam się tam ukryć. Dowódca wysłał swoich poddanych za mną, ale wtedy wy wkroczyliście. Nie dałabym sobie rady bez waszej pomocy. Dziękuję - załkała. Robin podszedł do kosmitki i objął ją. Kori wtuliła się w niego i trwała tak przez, wręcz, krępująco długą chwilę.
- Jesteśmy od tego by pomagać - powiedział i poprowadził pochlipującą nastolatkę na kanapę. W międzyczasie lider spojrzał się na mnie znacząco.
Westchnęłam i teleportowałam się przed drużynę. Podrapałam się nerwowo po karku, zsuwając przy okazji kaptur.
- No, w końcu się nam pokazałaś - mruknął Bestia, przyglądając mi się z zaciekawieniem.
- Mam skończone 16 lat i pochodzę z innego wymiaru, zwanego Azarath. Moja matka jest Ziemianką, a ojca nie znam. - Miałam w tym miejscu zakończyć, ale do dalszych krępujących opowiadań zmusiło mnie pytanie Robina.
- W takim razie skąd u ciebie takie zdolności?
- Jestem w połowie człowiekiem, a w połowie istotą "mistyczną". - Zrobiłam z palców dwa haczyki, którymi przeszyłam powietrze. - Stąd moje liczne parapsychologiczne moce. - Spuściłam wzrok i odruchowo dotknęłam ciemno-czerwonego kamyczka prawie stykającego się z linią moich gęstych, czarnych włosów.
- Umiesz zamieniać ludzi w żaby? - wypalił Bestia z podniesioną jak uczeń w szkolę ręką.
- Nie, ale potrafię wysyłać innych do piekielnego wymiaru - zasyczałam w jego stronę. A tam demony mojego ojca zrobią z ciebie zieloną sieczkę - dodałam w myślach.
- Fajnie - skwitował przeciągle.
- Potrafię także posługiwać się zaklęciami i odprawiać rytuały jak wasze legendarne wiedźmy - dodałam i zeskoczyłam z podestu, ledwo omijając sprzęt za niebotyczną ilość pieniędzy.
Robin odlepił się od Kori i ponownie wyszedł przed nas.
- Wiem, że zaufania nie da się zbudować od tak, ale mam nadzieję, że otwarcie się każdego z nas postawiło solidne fundamenty. - Dał nam chwilę, by sens jego krótkiej przemowy do nas dotarł. - A teraz chciałem zaprezentować wam najstraszniejszy z horrorów, po którym będziecie tak przerażeni, że będziecie chcieli spać w jednym pokoju, w obawie przed czyhającymi w mroku potworami. - Sparodiował szaleńczy śmiech występujący z wielu kiczowatych filmach i włączył filmy. Obraz wyświetlił się na 1/3 szklanej ściany. Cyborg i Bestia wychylili się do przodu i zaniemówili. Rozdziawione buzie i oczy jak 5-złotówki wskazywały na podziw i zdziwienie.
- Gościu... Zawsze o takim marzyłem - wyjąkał w końcu Cyborg i opadł z powrotem na miękkie oparcie ciemnej kanapy.
---------------------------------
Jeśli wyłapiesz jakieś błędy logiczne, gramatyczne lub wszelkie inne, które się wyróżnia, napisz. Będę naprawdę wdzięczna. Czasami nawet po odczekaniu kilku dni dalej sama nie wyłapuję niektórych błędów, a czytelnik, który widzi tekst pierwszy raz na oczy tak.

wtorek, 28 listopada 2017

7. ZASŁONA DYMNA

Od mozolnego procesu malowania oderwał mnie alarm o nieznośnie wysokim tonie i czerwone światło, rozlewające się po całym moim pokoju, rzucając jasną poświatę na świeżo nałożoną szarą farbę. Wrzuciłam wałek do tacki, rozchlapując resztkę emulsji na i tak brudną folię malarską.
Wzięłam z kąta pelerynę i wyszłam przed pokój.
Głowy tytanów wystawały z ich własnych pomieszczeń w równej odległości.Wszyscy mieli niepewne miny, więc nawet nie pytałam o co chodzi.
Po chwili z ostatniego pokoju wyłonił się Cyborg. Zupełnie spokojny i jakby zadowolony, pogwizdywał pod nosem.
- To alarm - wyjaśnił, gdy zobaczył, że stoimy, niepewni co zrobić. - Uruchamia się gdy coś dzieje się w mieście.
Spojrzeliśmy po sobie i zgodnie ruszyliśmy za ciemnoskórym mężczyzną. Weszliśmy do salonu, akurat gdy alarm ucichł, a wszystkie zimne kolory wróciły do swoich poprzednich odcieni.
- Znam miejsce pobytu tego kamiennego stwora! - Robin krzyknął do nas z drugiego końca sporego salonu. Wręcz czułam wylewający się z niego entuzjazm, co jak na niego jest dosyć dziwne. Oboje jesteśmy raczej opanowani i skąpi w okazywaniu uczuć. Jak widać on może sobie na to pozwolić.
Jednak empatki i tak nie oszuka.
- Zbieramy graty i jedziemy do starego magazynu mebli, przy Rote Street. - Zaraz po ekspresowym poinformowaniu pognał do bocznej windy, by zabrać swojego grata - co w jego języku oznaczało superszybki motor.
Cyborg równie sprawnie i ekspresowo co lider wpadł do windy na korytarzu by zjechać po swój wciąż prototypowy i niedokończony samochód.
Razem z pozostałymi wyleciałam na dach, z którego bez zbędnego czekania polecieliśmy w stronę naszego celu.
- Lećcie tam i postarajcie się go zatrzymać. Dogonimy was - rozbrzmiało w moim prawym uchu. Nie odpowiadałam, bo byłam już w połowie drogi.
Omijałam kolejne wieżowce, prześcigając się z zielonym krukiem. Czy on właśnie pije do mnie?
W odpowiedzi zamieniłam się w smolistego ptaka, trochę większego od tych ziemskich.
Nie żebym miała GPS lub wiedziała gdzie jest nasz cel. Po prostu pod jednym z wielu szarych magazynów kręciło się sporo policji, niewiedzącej co zrobić z uciekinierem.
- Robin, jesteśmy na miejscu - poinformowałam, włączając komunikator. W odpowiedzi usłyszałam ryk motoru zza pleców.
- Ja również - rzekł z łobuzerskim uśmieszkiem, gdy zszedł z potężnej, ale dziecinnie kolorowej maszyny. Muszę mu to kiedyś wyperswadować.
Chłopak odszedł od nas by porozmawiać z dowodzącym tutaj policjantem. O wiele wyższy mężczyzna gestykulował żywo. Czułam od niego strach, tak samo jak od pozostałych otaczających nas funkcjonariuszy.
- Ktoś zgłosił policji, że widział potwora, gdy wchodził z kimś do magazynu. Budynek jest otoczony, ale nikt nie chce wejść do środka. - Zdał streszczony raport. -  Czemu się nie dziwię -dodał ciszej. - Plan jest taki: ja i Raven wejdziemy górą, by zobaczyć gdzie dokładnie potwór się znajduje - mówiąc to wskazywał cały czas na mnie. - Wy poczekacie na nasz sygnał i zaatakujecie z odpowiedniej strony. - Popatrzył po wszystkich, a gdy nie uzyskał żadnej odpowiedzi dodał - Wszyscy się zgadzają? - odpowiedzieliśmy równoczesnym skinieniem głowy. - To do roboty - powiedział i uśmiechnął się lekko.
Gładko wylądowałam na płaskim dachu budynku. Zaraz za mną miękko przetoczył się Robin.
- Możesz przenikać ściany? - spytał całkiem do rzeczy.
- Tak - odparłam cicho, więc dodatkowo pokiwałam głową.
- Spróbuj ukryć się jakoś pod sufitem i poczekaj na mnie. Wejdę szybem. - Wskazał na dosyć ciasną kratę wentylacyjną.
Ponownie kiwnęłam głową i powoli wtopiłam się w betonowy dach. Przestałam czuć swoje ciało, zdematerializowałam się.
Wysunęłam głowę lekko poniżej sufitu i omiotłam wzrokiem ogromną halę produkcyjną. W najbardziej oddalonym ode mnie kącie dostrzegłam zarys potężnej, kamiennej sylwetki. Przed nią jakby stał ktoś jeszcze. Dwukrotnie mniejszy i znacznie węższy.
Jeżeli rozmawiali, to znajdowali się zbyt daleko, bym cokolwiek mogła usłyszeć.
Przeleciałam na wąskie belki podtrzymujące strop. Przeszłam kilka kroków, ale zatrzymałam się gdy całe ciało niebezpiecznie przechyliło się na lewo.
Równowaga nie jest moją mocną stroną. Powoli obróciłam głowę, gdy za sobą usłyszałam cichy, metaliczny stukot. Robin wyszedł właśnie z szybu. Odłożył wykręconą kalpę na górę wentylacji i ruchem ręki nakazał przejście do przodu. Nie wykonałam jego polecenia. W zamian za to połączyłam nasze umysły.
- Nie lepiej powiedzieć reszcie gdzie jest nasz cel? - spytałam w myślach, poprawiając lekko zsuniętą, długą rękawiczkę.
- Zaraz to zrobimy. Najpierw chcę podejść bliżej - odparł po chwili pewnym głosem.
Wzruszyłam ramionami i wzleciałam lekko na bok tak, by umożliwić liderowi przejście, ale nadal pozostać niewidoczną. Nie było to wcale takie trudne. Ciemno-granatowa postrzępiona peleryna wręcz stapiała się z panującym tu mrokiem.
Robin zwinnie minął kilka belek. Znajdowaliśmy się dokładnie nad dwoma zarysami postaci.
Robin wyszeptał coś do komunikatora. Wyciągnął kciuk do góry, a potem trzy wyprostowane palce. Z każdą sekundą zginał jeden. Następnie dłoń zanurkowała w dół, a zaraz za nią chłopak. Również rzuciłam się w mrok.
Wszystko potoczyło się szybko. Rozległ się huk i syk. Wylądowałam w chmurze dymu. Dostałam w plecy czymś tępym i nierównym. Zwinęłam się z bólu na zimnej posadzce.
- Ucieka! - Głos Robina przedarł się przez gęsty pył.
Ziemia zawibrowała i rozległ się wściekły ryk.
Wzbiłam się w powietrze. Przy otwartej do połowy bramie leżał kamienny stwór, przytwierdzony do podłogi żelaznymi podporami, wygiętymi przez Gwiazdkę.
- Gdzie ten drugi? - rzucił w przestrzeń lider.
- Nie było tu nikogo innego - odrzekła spokojnie kosmitka.
- Ta zasłona dymna nie była moja. To on ją rzucił. - Robin podniósł zirytowany głos.
- Może policja? - zaproponowałam.
- Wątpię - mruknął.- Zbieramy się. - Zamaszystymi ruchami wyszedł przez podniesioną bramę.
Bez słowa podążyliśmy za nim. Obróciłam się ostatni raz by zlustrować hangar, ale nic nie przyciągnęło mojej uwagi. Zaraz pod nas do magazynu wbiegli uzbrojeni żołnierze, którzy mieli zająć się potworem.
Robin nie czekając na nikogo odjechał z piskiem opon.. Cyborg razem z Bestią, który wepchał się na siedzenie obok wyjechali z placu nie łamiąc żadnych przepisów. Otwarłam portal do naszej wieży. Spojrzałam na lekko speszoną Korand'r i ruchem głowy wskazałam na białą taflę otoczoną fioletowym okręgiem. Dziewczyna weszła niepewnie w portal. Podążyłam za nią, zamykając przejście.
Zanim sama dotknęłam podłogi wyłożonej wykładziną rozległ się nieprzyjemny alarm, o którym kompletnie zapomniałam.
- W bazie włączył się alarm. Dziewczyny, sprawdźcie to, zanim przyjedziemy. - Rozległo się w moim uchu. Kolejna rzecz o której nie pamiętałam.
- To my go uruchomiłyśmy - odparłam, przekrzykując wysoki dźwięk. - Teleportowałam się prosto do wieży, bo o nim zapomniałam. - Przyznałam niechętnie.
- To zupełnie inna rzecz - odparł swoim niskim, ale dziwnie drażniącym mnie głosem. - Musisz go wyłączyć, o ile nie chcecie ogłuchnąć.
 - Jak mam to zrobić?
- Wpisz na klawiaturze hasło, które ci podam.
Podleciałam do głównego komputera i poinformowałam Cyborg, a że jestem gotowa. Mężczyzna dokładnie przeliterował mi ciąg liter. Wpisałam je i zatwierdziłam.
Nieznośnie irytujący alarm ucichł.
- Brawo, przyjaciółko Raven. - Gwiazdka pochwaliła mnie z szerokim uśmiechem na lekko pomarańczowej twarzy. Czy jej pokłady szczęścia są niewyczerpywalne?
- Dzięki - mruknęłam, nie wiedząc jak zareagować. Ani mnisi, ani matka nie okazywali mi zbytnich emocji, bym sama tego nie robiła. Widocznie poskutkowało. Uczucia nie są dla mnie. Brak kontroli nad sobą, oznaczałby brak kontroli nad mocą, która jest niszczycielska.
- Idę do... - urwałam w pół zdania. To nie Azarath. Jeszcze nie mam własnej ciemni w której mogłabym się zaszyć. Westchnęłam. - Będę na dachu - poprawiłam i przenikając gruby strop przeniosłam się na dach.
Powitał mnie delikatny blask pełnego księżyca. Gwiazdy ukryły się za smugami postrzępionych chmur, jakby chciały dać pole do popisu Srebrnemu Globowi, który wyjątkowo mocno odbijał dzisiaj światło.
Usiadłam na kilkunastocentymetrowym murku, otaczającym płaski dach. Nie uniosłam się. Oddałam się medytacji jak zwykli mnisi z Azarath, którzy nie mieli mocy. Przezornie wyjęłam z ucha komunikator, gdyby komuś zachciało się mnie znaleźć.
Smolisty kruk otulił mnie swoimi szerokimi skrzydłami. Odpłynęłam.

 ---------------------------------
Mam wrażenie, że moja wena wraca. Może to taki prezent na Boże Narodzenie? Kto by ją tam wiedział. Jak wam się podobało? Coś poprawić? Błąd logiczny? Piszcie, bo to dla mnie bardzo ważne.

wtorek, 14 listopada 2017

6. NIESPODZIANKA

Rzuciłam kolejnym autem w kamiennego potwora. Ten jednak zasłonił się ogromną ręką, nic sobie nie robiąc z blaszanych pocisków.
Nade mną śmignęła fioletowo-pomarańczowa smuga. Gwiazdka rzuciła w przeciwnika swoje gorące kule, które tylko lekko nadpaliły jego fasadę.
Ominęłam potężny cios wymierzony na oślep, który mógłby wgnieść mnie w asfalt.
Nagle zza mnie wyskoczył Robin z Cyborgiem. Chłopcy biegli obok siebie, jakby wykonywali wytrenowany ruch.
Cyborg zahamował kilka metrów przed rozwalającym wszystko wokół potworem, i wyrzucił w powietrze drobniejszego od siebie lidera. Brunet wyciągnął coś z paska i cisnął w mobilny posąg.
Zielony pterodaktyl złapał chłopaka w locie i oddalił się w samą porę, gdyż ładunki Robina wybuchnęły, tworząc rosnącą, czerwoną pianę wokół przeciwnika. Po chwili jakby stwardniała, unieruchomiając kamiennego stwora. Podleciałam do drużyny, stojącej blisko rozwścieczonego i wyjącego monstrum.
Bestia już przybijał z Cyborgiem piątkę, a Gwiazdka podskakiwała uradowana pierwszym, większym pokonanym przeciwnikiem. Jednak niespodziewanie rozległ się huk i ostre odłamki posypały się w naszą stronę. Instynktownie zasłoniłam wszystkich tarczą z energii astralnej. Potem ziemia za wibrowała od ciężkich kroków stwora.
Otrzepałam się z kurzu i czerwonych fragmentów czegoś, co niedawno było pianą.
- Muszę to ulepszyć - mruknął do siebie lider.
Rozejrzałam się za stworem, ale ten jakby wsiąkł w ziemię. Wzleciałam do góry, by poszukać drogi ewakuacyjnej naszego zbiega. Okazała się nią być spora, ziejąca mrokiem dziura na środku asfaltu, kawałek od nas.
Zaciekawiona podleciałam do krawędzi. Nawet swoim demonicznym wzrokiem nie byłam wstanie przebić się przez ciemność.
Gdy dobiegła do mnie drużyna, wysłałam astralnego kruka na zwiady.
- Co robisz? - spytał zaciekawiony Bestia, gdy ptak z impetem wleciał do dziury.
- To tak jakby moje oczy i uszy - wyjaśniłam pokrótce.
- Faajnie - odparł przeciągle. Strasznie irytujące z niego stworzenie.
Tunel wiódł ledwie kilka metrów w dół, a potem przeistaczał się w sporą jaskinię, z której odbiegało mnóstwo większych bądź mniejszych korytarzy.
Przywołałam astralne ciało. Ptak wleciał we mnie, powodując przyjemne uczucie mrowienia i jakby duchowej całości.
- Pod nami jest jaskinia, która rozwidla się na kilkanaście tuneli. Nie wiem którym uciekł potwór, ani nie potrafię go już wyczuć - zdałam raport Robinowi. Ten pokiwał z namysłem głową, mrucząc coś pod nosem.
- Nie wiem czy jest sens uganiać się po tych korytarzach, skoro jest ich tak dużo. Poszukiwania mogłyby zając godziny, a on w tym czasie miałby sposobność do przypuszczenia kolejnego ataku - zakończył swój wywód, skierowany ni do nas, ni do samego siebie.- Wracamy do wieży - zadecydował.
Wzruszyłam ramionami. Reszta drużyny nie zaprotestowała, więc drogą powietrzną wróciliśmy do bazy.

Cyborg wprowadził tymczasowy kod na panelu. Urządzenie wydało z siebie krótkie piknięcie i drzwi automatycznie rozsunęły się. Wkroczyłam do wieży, która wciąż była w surowym stanie.
W ogromnym, pustym holu, nałożono dopiero pierwszą warstwę łagodnej, czerwonej farby. Przeszliśmy przez całą długość pomieszczenia wyłożonego ciemno-szarą wykładziną i weszliśmy do sporej windy. Robin trzepnął Bestie w wyciągniętą rękę i nacisnął guzik oznaczający najwyższe piętro, na którym znajdowały się nasze niedokończone pokoje oraz główne pomieszczenie.
W kilka sekund znaleźliśmy się koło stu metrów wyżej. Krótkie, łagodne piknięcie i drzwi otworzyły się.
Jedynie wszystkie korytarze zostały wykończone, ponieważ nie było z nimi specjalnie dużo roboty. Wyłożenie kilkuset metrów podłóg oraz pomalowanie wielu metrów kwadratowych niebiesko-szarą farbą zajęło nam, wspólnymi siłami, koło 5 dni. Co prawda nie wszystkie lampki zostały jeszcze przez Cyborga-Elekrytka założone, więc przemierzaliśmy teraz korytarze pogrążone w mroku.
Kilka złych zakrętów dalej dotarliśmy do drzwi, za którymi znajdował się salon. Właściwie to był on dla wszystkich poza Robinem, niespodzianką. Lider od kilku dni nie wpuszczał nikogo na plac budowy. Podobno miał jakiś świetny pomysł.
- Panie i panowie - zaczął. Odchrząknął teatralnie i kontynuował. - Mam zaszczyt przedstawić wam tytanowy salon - po jego słowach drzwi rozsunęły się, ukazując ogromne pomieszczenie.
Wszyscy poza mną i oczywiście samym wykonawcą wydali z siebie "ach" i "och" zachwytu.
Najbardziej zaciekawiony - Cyborg - wparował do pomieszczenia jako pierwszy. Prawie zachłysnął się gdy dostrzegł szereg nowoczesnych urządzeń ustawionych przed podwyższeniem oddzielających niższy poziom od tego wyższego, stykającego się z gładką taflą szkła. Przez monstrualne szyby widać było część miasta, długą linię brzegową oraz rozświetlone promieniami słońca, falujące morze.
Weszłam razem z częścią, wręcz oszołomionej drużyny na środek, obok półokrągłej sofy.
Po prawej rozciągał się aneks kuchenny, utrzymany w czerwieni i ciemnej szarości.Wyposażenie wyglądało na najwyższą półkę.
Zaś po przeciwnej stronie, na ścianach umieszczono rzędy ekranów i jeden podświetlony, dość długi metalowy stół.
Bestia przeskoczył oparcie kanapy i zabrał z owalnego, szklanego stołu paczkę popcornu, pewnie przygotowanego przez wcześniej przez lidera, na wypadek imprezy.
- Nie rozsiadaj się tak - rzekł Robin, stojąc nad Zielonym. - Idziemy malować swoje pokoje.
Bestia jęknął z niezadowolenia, ale powoli zjechał z kanapy i poczłapał do kąta, w którym stała piramida z puszek.
Ruszyłam za pozostałymi. Odszukałam stos farb oznaczonych moim nieprawdziwym imieniem. Wzięłam jeszcze kilka niezbędnych narzędzi i ruszyłam niechętnie ku wyjściu, za drużyną.
- Nie idziesz? - spytałam Robina, który jakby się zawiesił. Drgnął na moje słowa i obrócił głowę.
- Muszę jeszcze coś sprawdzić. - Pognał w stronę rzędu komputerów.
Wzruszyłam ramionami i poszłam do mojego nowego pokoju.

Już na wejściu powitał mnie mrok. Dla wygody zapaliłam wpuszczone w sufit dwa rzędy lampek i ustawiłam na środku puszki.
Powolnym krokiem podeszłam do sporego okna od podłogi do sufitu. Za nim rozpościerała się wyłącznie falująca tafla intensywnie niebieskiego morza. Słońce nie wschodziło już tak wysoko nad horyzont. Jeszcze parę godzin, a zacznie ocierać się o lekko zakrzywioną linię widnokręgu.
Westchnęłam. Zdjęłam pelerynę i zwinęłam ją w kłębek. Rzuciłam w kąt sporego pokoju i zabrałam się za malowanie. Minęłam jeden niewielki stopień oddzielający dalszą część pomieszczenia od tej położonej nieco wyżej, przy drzwiach.
Rozwinęłam folię, tak jak pokazywał mi Cyborg. Nalałam do tacki ciemno-szarej farby, którą miałam zamiar pomalować wszystkie ściany.
Uchyliłam jeszcze okno i zabrałam się do żmudnej pracy.

------------------
Witam was moi ludkowie! Jakoś tak wyszło i ten rozdział napisałam szybciej. Także delektujcie się tym czymś i komentujcie z łaski swojej...