czwartek, 27 września 2018

UWAGA! TERAZ DOSYĆ WAŻNE

Mam mętlik w głowie i potrzebuję trochę czasu na przemyślenie wszystkiego. Dajcie mi miesiąc. W tym czasie, a może nawet szybciej, zdecyduję co zrobię - czy zrestartuję, czy kontynuuję tę historię. Na razie skłaniam się ku pierwszej opcji. Zepsułam Raven, zespułam moją wizję, nie przelałam tego w taki sposób, jaki by mnie satysfakcjonował. Gdy wystąpiłam o opinię, miałam złudzenie, że nie wpłynie to na mnie, że uwzględnie rady i będę pisać jakby nigdy nic, ale okazało się, że jest gorzej niż sądziłam.
Pewna jestem jednego - zajmę się teraz pisaniem do szuflady pewnej ilości materiału, znajdę betę i ogarnę sposób w jaki chcę poprowadzić to opowiadanie. Chciałabym, żeby chociaż prolog mnie usatysfakcjonował.
Gdy ustalę co i jak wrócę do was i powiem co dalej. Na pewno nie pozbędziecie się mnie tak szybko. Walić to, że będzie to moje... czwarte podejście? Pogubiłam się już.
Aris, chyba mam teraz namiastkę tego, jak Ty się czułaś. Wcale nie jest fajnie.

środa, 26 września 2018

UWAGA! BARDZO (NIE)WAŻNE!

Kilka miesięcy temu, idąc śladem Aris, poddałam się sprawdzeniu mojego bloga przez Sigyn z "Wspólnymi Siłami". Postanowiłam o tym napisać, byście wiedzieli, że bardzo staram się "ewoluować" w pisaniu i robić to coraz lepiej (jak widać, jest odwrotnie). 
Jest to dla mnie bardzo cenne i ważne, bo chciałabym, by ten blog (który mam zamiar ukończyć, nie porzucić w połowie) naprawdę się jakoś prezentował, a jak na razie to takie trochę dno. Przez moment miałam chęć znowu to porzucić i zacząć od nowa, ale wiem, że i tak zrobiłabym te same błędy, więc byłoby to błędne koło. Kto chcę się zapoznać z oceną, proszę bardzo http://wspolnymi-silami.blogspot.com/2018/09/147-ocena-bloga-kruczy-umysl.html. Interpretujcie to jak chcecie. Momentami nie mogłam przełknąć krytyki i informacji, że jednak popełniam te błędy. Myślałam, że jest zupełnie na odwrót.
Z jednej strony mam teraz chęć doskonalenia się, a z drugiej cichy głosik podpowiada mi "Wal to! I tak już lepiej pisać nie będziesz!" i mam ochotę mu ulec. Muszę to przemyśleć. Chciałabym, by już następny rozdział był idealny i pozbawiony tych błędów, ale wiem, że tak nie będzie.
Przepraszam was za to, że musieliście się z tym męczyć. Nie byłam świadoma, że to co piszę jest aż takie denne. CHCĘ SIĘ POPRAWIĆ! Nie wiem jak to wyjdzie, a sama wiara w to nic nie zdziała, ale od czegoś trzeba zacząć. Możecie mi polecić jakąś osobę/stronę do bety? Wcześniej nie byłam do tego przekonana, ale zdałam sobie sprawę, że sama wszystkiego nie wyłapię.
Chciałabym się tu jakoś rozpisać, ale pewnie będę się tylko powtarzać (to moja specjalność) i tutaj zakończę na podziękowaniach dla wszystkich, którzy to czytają i dla Sigyn za ocenę.

niedziela, 23 września 2018

26. SPIĘCIE

Cyborg oznajmił, że kolejne badania uznaje za zakończone. Odstawił próbki krwi do dziwnego, okrągłego urządzenia i powiedział, bym zawołała Bestię. Kiwnęłam głową i wytoczyłam się ze skrzydła szpitalnego na korytarz.
- Cyborg cię woła - rzuciłam do chłopaka siedzącego na podłodze z komiksem na kolanach.
Podniósł się i bez słowa wszedł do sali tortur. Ruszyłam do salonu po kolejną porcję herbaty. Idąc długimi, szarymi korytarzami raz przeklinałam intensywne światło raniące moje oczy, a za chwilę dziękowałam, że każdy, nawet najmniejszy zakamarek był oświetlony i nie pozostawał żaden cień, w którym nękające mnie mary mogłyby się ukryć.
Przestąpiłam próg salonu i stanęłam jak wryta. Na podwyższeniu przy szybie unosił się, jakby nigdy nic, Trygon. Otoczony językami ulotnej jak mgła czerwonej energii obrócił się majestatycznie w moją stronę z lekkim uśmiechem satysfakcji. Znowu poczułam się mała i bezbronna, jakby wysysał ze mnie moc. Potrząsnęłam głową. Nie spałam przecież. To nie był kolejny koszmar. Demon zbliżał się powoli, rozkoszując się moim strachem i bezbronnością. Sunął w powietrzu ponad podestem ciągnącym się wokół całego salonu, a ja stałam sparaliżowana. Poczułam na skórze ciepło od niego bijące, a do moich nozdrzy dotarł gryzący zapach rozkładu i spalenizny. Wizje nigdy nie były aż tak realistyczne. Zaczęłam się cofać, aż w końcu trafiłam na ścianę. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku z zamiarem wytworzenia chociażby bariery, ale moc odpłynęła ze mnie w jednym momencie. Część energii wciąż czerpałam od niego i tego kawałka właśnie mnie pozbawił.
Zbliżył się na niecały metr. Bezwładnie zjechałam plecami po zimnej ścianie. Pochylił się nade mną, jak nad nędzą istotą i odezwał się.
- Raven. - Otwarłam szerzej oczy. Głos był łagodny, spokojny i kompletnie pozbawiony szorstkości.
Wyciągnął muskularną, czerwoną rękę w moja stronę, ale nie czułam już gorąca bijącego od niego. Powoli wysunęłam bladą dłoń w stronę szponów. Trygon zaczął drgać niczym hologram i po chwili rozpłynął się. Jego miejsce zastąpił zaniepokojony Robin. Zakrztusiłam się gwałtownie nabranym powietrzem, zaczęłam kaszleć, a do oczu napłynęły mi łzy.
- Spokojnie. - Robin usiadł naprzeciwko mnie i pochylił się, by spojrzeć mi w oczy.
Odwróciłam twarz, by nie widział kilku mokrych śladów wyżłobionych na mojej bladej twarzy. On jednak chwycił delikatnie mój podbródek i obrócił, bym spojrzała na niego.
- Miałaś halucynację? - spytał spokojnie, z delikatną nadzieją na odpowiedź.
- Yhym - odparłam cicho.
Podniosłam się z zamiarem jak najszybszego opuszczenia salonu. Robin tym razem nie zaprotestował. Kompletnie zaschło mi w gardle, ale nie miałam ochoty robić sobie herbaty pod czujnym spojrzeniem lidera.

- Raven!? - Głos zza drzwi zakłócił mój spokój.
Wciąż leżąc na łóżku z twarzą zatopioną w poduszce, machnęłam ręką, otwierając drzwi.
- Cyborg zwołał zebranie w skrzydle szpitalnym - oznajmił Robin.
- Zaraz przyjdę - mruknęłam, unosząc się ponad poduszkę, by chłopak mógł mnie usłyszeć.
Powiedział coś pod nosem i wyszedł, nie zamykając za sobą drzwi. Zwlekłam się z łóżka jeszcze bardziej zmęczona niż przed tymi kilkoma godzinami balansowania na granicy jawy a snu. Zarzuciłam niedbale pelerynę i udałam się na miejsce zbiórki.

- Wszystko wiem - rzucił Cyborg na wejściu.
Wcześniej, gdy już wszyscy przyszliśmy, zniknął podekscytowany w magazynie przylegającym do skrzydła szpitalnego i nie wychodził przez dość długi czas.
- Robiłem już wiele badań z krwi, tkanek i innych nieciekawych próbek, ale w żadnej nie wykryłem czegoś, co odpowiadałoby za to wszystko - kontynuował, odstawiając karton na szpitalne łóżko. - Nic nie znalazłem, bo nie było czego szukać. Wiecie co ukradł Slade, ale co w takim razie stało się z częścią tych substancji? Tu macie odpowiedź. - Wyciągnął gwałtownym ruchem plik dokumentów z pudełka. Pokazał nam je triumfalnie, ale nachmurzył się, gdy nie zareagowaliśmy. No bo właściwie na co? Na zamówienie leków przeciwhistaminowych? - No co wy? - zaczął i obrócił kartkę w swoją stronę. Speszył się trochę i ponownie sięgnął do kartonu. - I cała dramaturgia poszła w las - mruknął po nosem i wyciągnął ku nam właściwe papiery.
Robin chwycił kartki i przerzucił, pobieżnie przeglądając. Spoglądaliśmy sobie wzajemnie przez ramiona na tabelki opatrzone różnymi datami wypełnione nazwami, które ciężko przeczytać, a co dopiero wymówić. Obok rozpisane były dopuszczalne stężenia.
- Wyjaśnisz? - spytał sucho Robin, składając papiery.
- Nie kumasz? - żachnął się pół robot. - W pierwszej próbce znalazłem małe ilości nanobotów i dwie substancje. Jedna pobudza mózg. Druga to psychodelik. Podobna do atropiny. A z przedostatniej próbki wyizolowano... - zrobił dramatyczną pauzę. - Urtigo.
- Co? Jak mogłeś to odkryć dopiero teraz? - Robin rzucił zdenerwowany dokumentami.
- Dowiesz się, jeśli nie będziesz mi przerywał - sarknął zniecierpliwiony Cyborg. - Nie znalazłem go wcześniej, bo go nie było. Nanoboty są zdalnie sterowane. Substancje w nich zawarte były uwalniane w różnych momentach, dlatego ich ilość w pobieranych przeze mnie codziennie próbkach się różniła.
- No dobrze, tylko dlaczego nie wszyscy tego doświadczyli? - spytał Robin.
- Każdy kto został "napromieniowany" - zrobił w powietrzu cudzysłów - ma w sobie te dziadostwa, jednak aktywowały się tylko u niektórych. Na ten moment mam za mało danych, by stwierdzić powiązania między tymi osobami, ale są ludzie, którzy się tym zajmują. To właśnie do nich wysyłam próbki Raven, Gwiazdki i Bestii. Daj mi skończyć - rzekł stanowczo z wyciągniętym palcem, gdy Robin chciał się wtrącić. - Nie możemy stwierdzić, czy we wnętrzach nanobotów nie zostały jeszcze jakieś substancje, więc musimy działać szybko, zanim uwolni się coś gorszego. Umówiłem się z kilkoma naukowcami, by omówić sposób, w jaki można by pozbyć się tych cholerstw z organizmów. Może nam to trochę zająć, także odpadam z misji do odwołania - wygłosił i nabrał głęboko powietrza, uspokajając podniecony głos. - Jakby co, to jestem pod telefonem - rzucił na odchodnym, pokazując mechaniczne ramię z wbudowanym panelem.
- To się porobiło - mruknął Bestia, drapiąc się po szyi.

- Dzisiaj może darujemy sobie horrory, co? - Robin przekopywał stertę płyt CD w poszukiwaniu filmu, który zaspokoiłby cztery odmienne gusta.
- "Żółwie Ninja"! - zaproponował Bestia.
- Jeśli zobaczę to po raz czwarty, zwymiotuję - zagroziłam znad książki.
- Może James Bond? - zapytał lider, pokazując plastikowe opakowanie z przystojnym, uzbrojonym mężczyzną.
Nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi za lub przeciw, więc po prostu włączył wybraną płytę. Zgarnął pilota ze stolika i wyregulował głośność, a następnie rzucił urządzenie gdzieś w kąt. Nie trzeba było być wiedźmą ani wieszczką, by przewidzieć jutrzejszą kłótnię Cyborga, o to, gdzie Bestia znowu zapodział jeden z kilku zapasowych pilotów.
Seans zaczął się od głośnego wybuchu, który wtrącił mnie z równowagi, ale każda kolejna eksplozja przeszkadzała mi już coraz mniej, aż w końcu zapadłam się w krainie niezwykle wciągającej książki. Nikt nawet nie robił wyrzutów o zapalone światło i rzekomy brak odpowiedniej atmosfery. Najgorszy był jednak moment, gdy miał nastąpić punkt kulminacyjny fabuły, a cała wieża pogrążyła się w mroku.
Robin skoczył na równe nogi i wyciągnął nieproporcjonalnie małą latarkę do siły z jaką świeciła. Gwiazdka użyczyła nam zielonego blasku energii, którą uniosła wysoko nad głową.
- Tak po prostu wysiadły korki? - spytał Bestia, a zaraz potem przemienił się w sowę.
- Tak to jest, gdy ciągle odkłada się zamontowanie własnego generatora, a zasilanie awaryjne nie zadziała - sarknął pod nosem lider. - Musimy zejść do podziemi i włączyć je ręcznie - zarządził i ruszył do drzwi.
Zerknęłam przez panoramiczne okna na miasto. Część wieżowców i ulic od strony wybrzeża skąpana była w mroku, jednak kawałek dalej unosiła się świetlista, kolorowa poświata. Prąd wysiadł tylko w kilku dzielnicach.
- Do piwnicy? - jęknął Zielonek. - Przecież tam czają się wszystkie potwory - wtrącił, gdy Richard spojrzał na niego kpiąco. - Zwłaszcza teraz - dodał cicho.
Robin miał dobrze. Jako jedyny nie widział w każdym ciemnym kącie swoich największych demonów. I jakby kompletnie zapomniał, że cała nasza trójka już od kilkunastu dni wręcz boi się zasypiać przy zgaszonym świetle.
Na nic jednak zdały się postękiwania Bestii. Mozolnie parliśmy w dół po schodach, gdyż winda również wysiadła.
- Alarm też jest odłączony? - spytałam w nagłym przypływie logicznego myślenia.
- Yhym - odparł. Chyba zdał sobie sprawę z braku zabezpieczeń, jakie chroniły dotychczas naszą wieżę. - Część systemów obronnych padła. Nie mam pewności, które działają.
Zapadła całkowita cisza, przerywana tylko dźwiękami równomiernych kroków Robina i trzepotaniem skrzydeł zielonej sowy. Jakieś dziesięć pięter niżej dotarliśmy na parter. Przeszliśmy przez spory, wysoki hol. Czytnik linii papilarnych nie działał, więc Richard tylko szarpnął za klamkę i puścił nas przodem, co nie spodobało się Bestii.
Gwiazdka uniosła dwie ręce zatopione w zielonej, lśniącej energii, starając się oświetlić jak największy obszar. Zsunęłam się nad schodami i zaczekałam na resztę na dole. Szmaragdowa poświata rozpraszała się na licznych kanciastych przedmiotach, tworząc groteskowe obrazy, pobudzające mój zmęczony umysł do przerabiania ich na różne, powykrzywiane poczwary. Otrząsnęłam się i przeniosłam wzrok na Robina. Pewnym krokiem wszedł w przestrzeń pod schodami. Stanęliśmy wokół metalowej szafki zawieszonej na kamiennej ścianie. Chłopak otworzył drzwiczki, włożył latarkę do ust i zaczął gmerać.
Rozległo się kilka pstryknięć, zaszumiało i z trzaskiem rozbłysły mocne reflektory.
- Muszę sprawdzić, czemu dodatkowe zasilanie nie zadziałało - rzucił ni do siebie, ni do nas i zatrzasnął drzwiczki.
Teraz żadna szafka, nieukończony metalowy kadłub czy okryty płachtą Tercedes nie przypominały już czających się w mroku piekielnych istot. Tak czy siak, pierwszy z piwnicy wypadł Bestia, my szybko wtoczyliśmy się na górę zaraz za nim.
- Idziemy oglądać dalej? - spytał już w windzie.
- Chętnie obejrzę zakończenie przygód tego jakże przystojnego agenta - odparła Gwiazdka lekkim tonem.
Miałam wrażenie, jakby przez kamienną twarz Robina prześlizgnął się jakiś cień, ale nutka zazdrości jaką wyczułam w przestrzeni mogła być równie dobrze moim wyobrażeniem. Rozległo się piknięcie i drzwi rozsunęły się na piętrze mieszkalnym. Zrobiłam krok do przodu i nagle... poczułam szarpnięcie do tyłu. Peleryna przydusiła mnie, a botki na obcasiku nie pomogły w utrzymaniu równowagi. Wyrżnęłam do tyłu, o mały włos omijając głową metalową poręcz ciągnącą się wokół ścian windy.
- Jeju! Raven! Ja przepraszam, przypadkiem! - Pierwszy do pomocy rzucił się Bestia, zapewne sprawca tego całego zamieszania.
Złapałam się za pulsujący tył głowy, którym uderzyłam w podłogę. Podniosłam się na łokciach. Widziałam, że cała trójka otaczała mnie, ale obraz nieprzyjemnie falował i rozmazywał się.
- Mogę chociaż wiedzieć, coś ty do jasnej cholery odwalił? - warknęłam, starając się utrzymać emocje na wodzy.
- Przydepnął ci pelerynę - wydukał speszony, z miną, jakby miał zaraz dostać.
Uniosłam oczy ku górze, modląc się do Azar o cierpliwość. Wstałam powoli, przytrzymując się poręczy i silnego ramienia Robina.
- Dzięki - mruknęłam w jego stronę, poprawiłam pelerynę z godnością i jakby nigdy nic, ruszyłam do pokoju. Chciałam już zatopić się w, nawet płytkiej, medytacji.

Po drodze, gdy o czwartej w nocy wracaliśmy z napadniętego banku, spotkaliśmy Cyborga, który właśnie wjeżdżał do hangaru. Weszliśmy za nim przez odsłoniętą, wykopaną dziurę w ziemi. Automatyczna brama zasunęła się z trzaskiem i rozjarzyły się wszystkie światła.
- Dwa dni - powitał czarnoskórego Robin. - Myślałem, że zejdzie wam dłużej.
- Też się cieszę, że was widzę - powiedział z przekąsem i otworzył przepastny bagażnik.
Wysunął dwa ogromne kartony, postawił je po kolei na podłodze i zamknął klapę.
- Ustaliliście coś? - spytał lider, podchodząc po jedną paczkę. Kucnął, ale chyba nie spodziewał się, że będzie to tak ciężkie. Nabrał powietrza i z cichym stęknięciem podniósł ciężar.
- Testują dwie metody oczyszczania organizmu. Po południu powinienem dostać informacje o wynikach - odparł, patrząc z lekką kpiną na poczerwieniałego z wysiłku Richarda. - Dwadzieścia kilogramów kartotek chorych - powiedział, kiwając głową na pakunek Robina. - A tutaj dziesięć - powiedział z rozbawieniem w głosie i wskazał na karton przed sobą.
Lider spojrzał się na niego spode łba, ale bez słowa, dumny i wyprostowany, ruszył do windy. Victor i Garfield zachichotali złośliwie, a ja przewróciłam tylko oczami.
- Jeśli wszystko dobrze pójdzie, powinniście spokojnie przespać dzisiejszą noc - oznajmił Cyborg, zanim dotarliśmy na piętro mieszkalne.
To było jak światełko w tunelu zbudowanym z koszmarów, demonów i strachu. W końcu mieliśmy go opuścić. Odetchnęłam z ulgą na myśl o głębokim i niczym nie zmąconym śnie, ale jak zwykle, gdzieś z tyłu głowy odezwał się głosik, jakoby miało to być zbyt piękne, by było prawdziwe. "Jak nie urok, to sraczka" - stwierdziłam w myślach, mentalnie wzruszając ramionami.

-------------------------- 
Bardzo mi się spodobało to zakończenie, ale z drugiej strony nie wyrobiłam normy słów i chciałam jeszcze dokończyć ten wątek. Przeważyło jednak to, że już minęły dwa tygodnie, więc macie tu trochę krótszą notkę, bo nie wiem ile musielibyście czekać na dłuższą... 
Właśnie przeczytałam "Kontrakt Judasza" i do tej pory zbieram szczękę. Może i styl rysunków czasami rozśmiesza, zwłaszcza fryzury, ale takie teksty jak: "cycata", czy "krótkie gatki" to coś widuję się teraz rzadko i serio świetnie się to czytało. Często wpadałam w takie zażenowanie ich zachowaniem, ale hej! to było ponad trzydzieści lat temu. Mam teraz chociaż namiastkę "prawdziwej" Raven i kilka małych pomysłów. Dajcie mi maksimum trzy tygodnie, a będzie nowy rozdział.

piątek, 7 września 2018

25. MAM FARTA DO PECHA

Próbowałam już chyba wszystkiego. Głęboka medytacja, hektolitry herbat i ziół, nawet tabletki nasenne. Nic nie dawało mi wytchnienia od koszmarów i wizji. Bałam się zasypiać, bo wiedziałam co mnie czeka. Z tego całego niewyspania raz po raz traciłam kontrolę nad mocą, która uwalniała się samoistnie i wywoływała mniejsze, a czasami większe szkody.
Nie tylko ja byłam w tak złym stanie od kilkunastu dni. Zarówno Bestia i Gwiazdka byli dręczeni przez nocne mary. Victor przeprowadzał na nas serie badań, ale nie wykrył szczególnych anomalii. Robin nie wspominał o żadnych problemach ze snem, ale zakładałam, że lider ukrywałby ten fakt najdłużej jak by się dało.
Zwinęłam się w jeszcze ciaśniejszy kłębek, gdy zawył alarm. Rozsadzało mi głowę od każdego głośniejszego niż szept dźwięku i światła intensywniejszego niż ten ze świec. Nie ruszyłam się z miejsca, dopóki ktoś nie zapukał do drzwi. Niechętnie zdrapałam się z łóżka, nasunęłam kaptur najmocniej jak mogłam i otworzyłam intruzowi.
- Nigdzie nie idę - jęknęłam do Robina.
- A ja ci nie każę - odparł, przyglądając mi się badawczo. Miałam wrażenie, że pomimo cienia, w którym kryła się moja twarz, chłopak widzi jeszcze bledszą niż zwykle skórę i duże worki pod oczami. - Gwiazdka prosi cię o jakieś zioła na uspokojenie.
Kiwnęłam głową i wróciłam na chwilę do pokoju, by zabrać kilka mieszków z ususzonymi roślinami.
- Jest w swoim pokoju - rzucił na odchodnym i pognał w stronę windy, by ponownie ratować miasto. Ja za to udałam się w stronę salonu. Zagotowałam wodę, rozlałam ją do dwóch dużych kubków i ruszyłam w drogę powrotną. Przypomniało mi się jeszcze o jednej rzeczy, więc zahaczyłam o mój pokój. Po chwili poszukiwań, już z pełnym wyposażeniem, zapukałam do drzwi Gwiazdki.
- Proszę. - Usłyszałam trochę zmęczony głos przyjaciółki.
Wkroczyłam do królestwa fioletu, bieli i pastelowego różu. Nie dałam po sobie poznać, że patrząc na tę mieszankę kolorów lekko się wzdrygnęłam, a przez głowę przeszło mi ukłucie bólu i postawiłam wszystkie przedmioty na nowoczesnej toaletce.
- Robin powiedział, że chciałaś coś na uspokojenie - podjęłam, gdy dziewczyna podeszła do mnie, patrząc z zaciekawieniem na materiałowe woreczki.
Otwarłam kilka z nich, wąchając każdy po kolei i nasypałam po kilka listków do obydwóch kubków. Na koniec dosypałam proszek przypominający do złudzenia zwykły cukier.
- To sproszkowany wyciąg z rośliny, pomaga ukoić nerwy - wyjaśniłam, gdy Kori nieufnie spojrzała mi na ręce.
- Dziękuję - powiedziała z wdzięcznością i przyjęła ode mnie kubek.
Powąchała parującą zawartość, a po jej twarzy przemknął cień niesmaku. Niestety, zioła miały to do siebie, że nie pachniały ani nie smakowały najlepiej, za to pomagały.
Odsunęłam mieszki na jedną kupkę i zajęłam się przyrządzaniem olejku eterycznego. Z trzech opisanych fiolek nalałam po kilka kropel przeźroczystych cieczy do ceramicznego wazonika. Wetknęłam do środka ratanowe pałeczki i ustawiłam całość na półeczce obok lustra.
- Olejki pozwalają się odprężyć - wyjaśniłam i upiłam łyk gorzkiego naparu.
Dziewczyna kiwnęła głową i poprawiła niezręcznie spadające kosmyki włosów. Żadna z nas nie wiedziała jak przerwać tę krępującą ciszę. Chciałam ją zapytać, co jej się śni, ale potem mogłabym otrzymać pytanie zwrotne, a nie miałam nawet siły by cokolwiek zmyślać i to zapamiętywać.
- Mogłabym pomedytować razem z tobą? - Gwiazdka uratowała sytuację, bo miałam zamiar już wyjść.
Kiwnęłam głową, dopiłam napój i uniosłam się nad pustym kawałkiem podłogi. Koriand'r ustawiła się naprzeciwko mnie.
- Zamknij oczy - poleciłam. - Skup się na oddechu. Powoli nabieraj powietrze nosem i wypuszczaj je ustami. Śledź jego drogę - mówiłam spokojnie i powoli, samej nie mogąc skupić się na własnych myślach. To nie był dobry moment na medytację. - Nie staraj się usilnie nie myśleć. Gdy złapiesz się na tym, że dryfujesz, daj sobie chwilę na to, by zobaczyć gdzie zawędrowałaś, a potem spokojnie wróć do kontrolowania oddechu.
Tłumaczyłam to wszystko tak automatycznie, jak robili to mnisi, którzy, miałam wrażenie, byli wręcz znużeni powtarzaniem mi tego w kółko, gdy nie mogłam usiedzieć tych kilkunastu minut na miejscu. Im byłam starsza, tym więcej czasu potrafiłam na to poświęcać, jednak w tym momencie nie byłam wstanie na niczym się skupić. Wpatrywałam się tępo we włosy dziewczyny przypominające falujące płomienie. Dziewczyna nagle drgnęła niespokojnie, zacisnęła mocno powieki, a po chwili wróciła do poprzedniego staniu.
Odkąd otrzęsłam się z emocji Bestii, nie próbowałam już więcej pomagać w wytłumieniu niepokoju żadnemu z cierpiących przez koszmary członków drużyny. Miałam wrażenie, że w ten sposób nakarmiłabym moją wymykającą się spod kontroli mroczną stronę. Nie mówiąc już o tym, że sama byłabym kompletnym kłębkiem nerwów, których nie mogłabym odreagować poprzez medytację.
Nawet nie spostrzegłam, kiedy zsynchronizowałam mój oddech ze spokojnie oddychającą Gwiazdką. Uspokoiłam się trochę i powoli, aczkolwiek nadzwyczaj skutecznie zapadłam w trans.

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale jest problem. - Cichy głos Robina był dla mnie tak niespodziewany, że wydał się dla mnie jak wystrzał z armaty.
Niechętnie otworzyłam ciężkie powieki. Odkąd pojawiły się koszmary, nie udało mi się tak głęboko zapaść się w umyśle. 
Stanęłam na miękkie wykładzinie i spojrzałam wyczekująco na Gwiazdkę, która powoli otrząsała się z medytacji.
- O co chodzi? - spytałam, wychodząc z pokoju.
- Zamieszki w mieście. Plus Jinx, której udało się uciec z więzienia - wyjaśnił, idąc w stronę windy. - Ja i chłopaki bierzemy się za szalejących cywilów. Wy musicie sobie poradzić z czarownicą. Namiary, gdzie ostatnio ją widziano macie zaznaczone na mapach - dodał i nacisnął przycisk. Drzwi windy zamknęły się z szumem.
- Chodźmy przez dach - powiedziałam do Gwiazdki i nie czekając, przeniknęłam przez sufit. Nie przemyślałam tego. Światło słoneczne oślepiło mnie, a w głowie mi się zakręciło. Wisiałam przez chwilę nad wieżą, przyzwyczajając się do warunków panujących poza moim przytulnie ciemnym pokojem.
Wyciągnęłam przypięty do paska komunikator. Otwarłam klapkę z białym "T" i skierowałam się w stronę czerwonego punkciku na mapie.

Zawisłam nad ruchliwą ulicą. Po chwili dołączyła do mnie Gwiazdka. Mimo dosyć niecodziennego wyglądu przestępczyni, poszukiwania były utrudnione przez godziny szczytu. Tysiące ludzi przewijało się przez wydeptane chodniki. Raz po raz przejeżdżał jakiś radiowóz policyjny.
- Może uda mi się odnaleźć jej energię - powiedziałam do dziewczyny i udałam się na najbliższy płaski dach.
Miałam obawy, że tak jak w przypadku Cyborga, zaleją mnie obrazy i uczucia, zwłaszcza, że byłam zmęczona, ale musiałam spróbować. Usiadłam na dachu, zamknęłam oczy i otwarłam swój umysł. Otaczający mnie świat zamienił się w widok jak z kamery na podczerwień. Zignorowałam pulsowanie w skroniach i skupiłam uwagę na oddalającym się źródle silnej energii. Uczepiłam się go i szybko ruszyłam w tamtym kierunku, uprzednio machnąwszy ręką, by Gwiazdka podążała za mną.
Przeleciałam nisko nad ulicą i wpadłam w szeroki przesmyk między wysokimi budynkami. Minęłam kilka skrzyżowań, przemknęłam między najróżniejszymi lokalami i biurowcami, aż w końcu wypadłam na rozległy teren parku. Wylądowałam na ścieżce prowadzącej między szpalerem ogołoconych drzew i pociemniałych krzaków. Coraz lepiej wyczuwałam energię. Ruszyłam alejką, szybkim krokiem mijając garstkę ludzi. Zatrzymałam się gwałtownie na skrzyżowaniu uliczek, lekko zdezorientowana. Ślady się zazębiały, raz stawały słabsze a raz wyraźniejsze, jednak zdawały dobiegać się z przeciwnych kierunków. Obróciłam się dookoła. Nie byłam pewna, więc na ślepo skręciłam w lewo. Prostą ścieżką szła tylko jedna osoba. Szczupła i dosyć wysoka, nie mogłam stwierdzić płci. Kiwnęłam głową w stronę przygarbionej postaci, patrząc na Gwiazdkę.
- Podleć do niej od tyłu - powiedziałam, zakładając, że to nasz cel.
Wchłonęłam w ziemię i pojawiłam się metr przed osobą. Nim zdążyła zareagować, zerwałam jej kaptur z głowy i przystawiłam do gardła ostrze uformowane z energii.
Przerażony chłopak zastygł bez ruchu, unosząc ręce w obronnym geście.
- Cholera jasna - rzuciłam pod nosem.
Wyraźnie czułam od niego energię. Puściłam go i zmierzyłam wzrokiem. Szybko sięgnęłam kieszeni jego kurtki i wydobyłam niewielki wisiorek. Zdenerwowana zacisnęłam palce na wygładzonym krysztale.
- Zmyliła nas - powiedziałam do Gwiazdki, rozglądając się po parku.
- Cz-czy j-ja m-mogę - zaczął skołowany chłopak.
- Idź - warknęłam na Bogu ducha winnego nastolatka.
- Dlatego wyczuwałam dwa źródła - wyjaśniłam Gwiazdce, pokazując wisiorek. - Pewnie mu to podrzuciła.
- Musimy... - zaczęła Gwiazdka, ale nie dane jej było skończyć.
Nagle od strony drzew wystrzeliła ku nam fioletowawa wiązka energii. Nie zdążyłam zareagować i promień trafił nam pod nogi, odrzucając do tyłu. Uderzyłam plecami w pień. Całe powietrze uleciało mi z płuc, a przed oczami zawirowały gwiazdki.
Kori podniosła się pierwsza i zaczęła na oślep strzelać plazmą. Przepaliła przy okazji sporo gałęzi i przeraziła przechodzących w oddali ludzi, lecz nic nie wskazywało na to, by trafiła przeciwniczkę.
Niespodziewanie usłyszałyśmy wysoki, nieprzyjemny dla ucha śmiech. Zza szerokiego pnia wyłoniła się Jinx. Odziana tylko w swoja białą, zwiewną spódnicę i skrzyżowany top, kroczyła ku nam z dumą i gracja niczym kot, nie zwracając uwagi na niską temperaturę.
- Nie zaatakujecie? - spytała kpiącym głosem, rozkładając ręce.
- Nie poturbujmy jej zbytnio  - przekazałam Gwiazdce telepatycznie.
Teleportowałam się za plecy dziewczyny z zamiarem ścięcia jej z nóg, ale ona w nadzwyczaj szybki sposób uniknęła mojego ciosu i uskoczyła, robiąc salta.
Gwiazdka zaszarżowała na nią z przygotowaną do uderzenia ręką, ale Jinx wytworzyła coś w rodzaju bariery. Kori nie zdążyła się zatrzymać i wleciała w tarczę, która owinęła się wokół niej niczym siatka. Kątem oka dostrzegłam jak miota się, ale materia rozciągała się, nie ustępując nawet pod jej nadludzką siłą.
Skupiłam się na przestępczyni, która stała wyprostowana, patrząc mi w oczy z pewnością siebie.
- Wierzysz w pecha? - spytała nagle.
W odpowiedzi posłałam serię energetycznych kuli, ale każdą zgrabnie ominęła i z gracją machnęła ręką niczym od niechcenia. Ledwo uskoczyłam przed ogromną gałęzią, która omal mnie zmiażdżyła.
- Koniec tej zabawy - warknęłam pod nosem, zirytowana dokuczliwym bólem głowy.
Z wściekłością zaczęłam rzucać w nią kulami energii, tak by odwrócić jej uwagę od ogromnego kruka, który wyłonił się spod ziemi. Chwycił w łapę niczego niespodziewającą się łysą dziewczynę i zamknął ją w szczelnym uścisku.
Podeszłam do niej z nutką wyższości na twarzy i przyglądałam się jej bezcelowym próbom wyrwania się. Wysłałam policji informację o miejscu pobytu zbiega. Nagle przypomniałam sobie o Gwiazdce. Rozejrzałam się po placu boju. Pod drzewem leżał fioletowy, półprzeźroczysty kokon. Podbiegłam do przyjaciółki i za pomocą energii uformowanej w ostrze, rozcięłam błyszczącą powłokę.
- Dzięki - mruknęła Kori, rozprostowując smukłe ciało. - Nie mogłam tego zniszczyć - powiedziała, przeczesując włosy, lekko osmalone na końcu. - Aż sobie włosy przypaliłam - zaśmiała się pod nosem, przyglądając się końcówkom.
Po kilku minutach na żwirową ścieżkę wtoczył się opancerzony wóz oddziałów specjalnych. Z szoferki wyskoczył uzbrojony żołnierz i otworzył z rozmachem tylne drzwi.
Spojrzał dziwnie na kruka, a potem na mnie. Postawiłam dziewczynę na trawie, wciąż nie puszczając wolno jej wygiętych do tyłu rąk. Dopiero, gdy mężczyzna zakuł ją w ciężkie kajdanki zasłaniające dłonie, oswobodziłam ją. Pchnięta lekko przez żołnierza, wskoczyła do wozu i potulnie weszła za kraty. Automatyczny zamek szczęknął, drzwi trzasnęły i wóz ze zgrzytem ruszył ku wylotu ścieżki, gdzie czekała eskorta.
- Nie wiem jak ty, ale chętnie napiłabym się herbaty - rzuciłam do Gwiazdki, gdy samochody zniknęły z pola widzenia.
Dziewczyna kiwnęła ochoczo głową. Nie zwracając uwagi na tłum gapiów oraz nachalnych dziennikarzy podtykających nam mikrofony bądź dyktafony pod nos, wróciłyśmy powoli do wieży.

-------------------------------
No witam. Jak tam nowy rok szkolny? Mi już po trzech dniach doskwiera nie mniejszy ból głowy niż ten Raven... Pierwsze dwa sprawdziany zapowiedziane, także ciekawie. Chwalcie się jak u was? Była praca domowa we wtorek (u mnie klasycznie z polskiego)? Wydaje mi się, że teraz czas między publikowaniem rozdziałów się wydłuży. Nic nie poradzę. Mam nadzieję, że gdy tylko przeczytam "Zdradziecki Pakt" i obejrzę "Titans" (chociaż wydaje mi się, że bardziej po tym pierwszym), to natchnie mnie wena i będę pisać jak szalona. Ale to tylko takie życzenia. Pamiętajcie, by zostawić ślad dla mnie i przyszłych pokoleń!

czwartek, 23 sierpnia 2018

24. RISE OF NIGHTMARES

- Od dziwnego zdarzenia w centrum handlowym Groove minęły już dwa tygodnie. - Prezenterka telewizyjna na którymś z kolei programie odgrzewała po raz enty ten sam temat. -  Dochodzenie cały czas trwa, ale podejrzanego...
Bestia z kompletnym znudzeniem na twarzy przełączył stację, oszczędzając nam słuchania tego samego bełkotu o wciąż nieznanym dla policji sprawcy. Śledztwo jakoś nie posuwało się na przód, ale przynajmniej nie ogłoszono, by ta dziwna fala miała jakikolwiek skutek. Czyżby plan Deathstroke'a nie wypalił?
Drgnęłam nerwowo, gdy dźwięki płynące z głośników podskoczyły na pasku głośności o jakąś połowę. Dlaczego zawsze musi się tak dziać przy tych durnych reklamach? Bestia wyłączył telewizor, rzucił pilota w kąt kanapy ze zrezygnowaniem i zabrawszy ze stolika stosik komiksów, opuścił salon.
Gwiazdka wpadła w wir gotowania po tym, jak Cyborg pokazał jej, jak obsługiwać wszystkie kuchenne sprzęty. Czasami wychodziły jej nawet najbardziej wymyślne ciasta bądź wytrawne dania, ale zdarzało się też, że jedyną osobą, która łapała się na wypiek z zakalcem lub spalone ciasteczka był Bestia. Oczywiście pod warunkiem, że potrawa była przyjazna zielonym weganom.
Cyborg wrócił do majsterkowania zarówno przy sobie, jak i nowym projekcie środka transportu. Victor jednak często nam się pokazywał, w przeciwieństwie do Robina.
Lider zaszywał się to w swoim pokoju, to w pomieszczeniu z metalowym stołem, jedną lampką i mnóstwem zdjęć, wycinków z gazet i innych papierów wywieszonych na szarych ścianach. Weszłam tam tylko raz, gdy to na mnie padło, by przyprowadzić chłopaka na obiad. Ciarki przemknęły po całym moim ciele, gdy dostrzegłam liczne twarze przestępców, których wygląd wręcz mówił sam za siebie jaką mają profesję. Odpowiedział mi wtedy chłodno, że jest zajęty. Potrafił tak spędzać długie godziny. Uparty osioł. Kiedyś dojdzie do tego, że umrze z głodu lub pragnienia i nawet tego nie zauważy, bo będzie zbyt zajęty gonieniem złoczyńców.
Zamknęłam książkę z irytacją. Od kilku dni czułam tępy ból głowy, który nie pozwalał mi się skupić. Próbowałam medytacji, ale rezygnowałam po kilku minutach, bo gdy tylko chciałam uciec wgłąb umysłu, nawiedzały mnie straszne wizje od Trygona. 
Zanim wyszłam z salonu, spojrzałam jeszcze na zegarek. Teoretycznie za piętnaście minut powinien się odbyć trening. Dwie godziny męki z nabuzowanym liderem.

Wróciłam do pokoju z turbanem na głowie, peleryną przewieszoną przez ramię i paskiem w dłoni. Zaraz po torturach na Ziemi nazywanych ćwiczeniami, udało mi się jako pierwszej zabarykadować w łazience. Dawno nie czułam się tak, jakby przejechał po mnie walec. I to kilkukrotnie. Tym razem moje złe samopoczucie nie pozwoliło mi wymigać się od treningu fizycznego. 
Części roboczej garderoby zostawiłam obok sporej figury groźnie wyglądającego kruka. Potarłam włosy, chcąc możliwe jak najbardziej je wysuszyć, by nie zamoczyć doszczętnie poduszki. Przerzuciłam ręcznik przez smutną maskę teatralną z zamiarem odniesienia go z powrotem do łazienki jutro rano. Machnięciem ręki zgasiłam resztki wytopionych świec i zmęczona padłam na łóżko, czując każdą zmęczoną komórkę mięśni. 

Obudziło mnie dziwne uczucie zimna, które muskało moją skórę wywołując gęsią skórkę. Sięgnęłam w poszukiwaniu kołdry. Nie zdążyłam obrócić się na drugi bok, plecami do okna, a do moich nozdrzy doszedł gryzący, ostry zapach siarki. Usiadłam gwałtownie, modląc się, by to nie było spełnienie jednego z moich koszmarów. Oczywiście musiałam wykrakać. 
Zerwałam się z łóżka na jego widok, ale zaplątana w nogach kołdra skutecznie mnie powaliła. Uderzyłam głową o kant kufra. W ciemności pojawiły się wirujące, nieuchwytne gwiazdki, którym towarzyszyły mdłości. Jęknęłam, gdy usłyszałam chrapliwy, złośliwy rechot. Podpierając się o szybę, wstałam chwiejnie z czworaków. Oparłam się o zimną powierzchnię, nie chcąc spojrzeć wgłąb pokoju. Trygon zobaczyłby wtedy przerażenie w moich oczach, które zdławiło nawet tak ogromny gniew jakim do niego pałałam. 
- Jesteś taka słaba - wysyczał, stawiając krok ku mnie. 
Przyjął pół ludzką, pół demoniczną postać. Bordowa skóra opinała się na atletycznej sylwetce. Białe włosy zaplątane wokół nie w pełni wykształconych rogów zastąpiły te blond anielskie kosmyki. Z każdym jego krokiem słyszałam ciche stuknięcie kopyta. 
- Bratasz się z marnymi pomiotami w nadziei, że cokolwiek wobec mnie zdziałasz. To takie żałosne - sarknął z pogardą. - Kiedyś byłem z ciebie dumny, ale teraz mnie zawiodłaś! - krzyknął, wyciągając ku mnie zakończoną pazurami dłoń. 
Siedziałam skulona pod szybą, modląc się, by ktokolwiek z tytanów zareagował. Jego słowa mnie rozwścieczyły, ale strach, który ogarnął mój umysł, sprawił, że nie mogłam się ruszyć. Nie spodziewałam się, że wyśle tutaj swoją projekcję, która mając zaledwie namiastkę jego mocy, mogła naprawdę wiele. 
Sekundy mogły być minutami. Czekałam, aż zniszczy moje ciało i zabierze duszę, by nad nią zapanować. Ta myśl rozwścieczyła mnie jeszcze bardziej. Nikt nie będzie mną pomiatał!
- Zostaw mnie! - krzyknęłam, gdy przykucnął przy mnie, by napawać się moim żałosnym widokiem. 
Uwolniłam energię w postaci fali zmiatającej wszystko, co stanęło na jej drodze. Trygon wrzasnął, a potem rozsypał się w śmierdzący proch, który rozpłynął się w zawirowaniu powietrza.
Pociemniało mi przed oczami, a sekundę później zostałam oślepiona światłem, które wdarło się z korytarza przez otwarte drzwi. Robin dopadł do mnie, zaraz za nim wpadli Cyborg i Gwiazdka. Bestia wtoczył się ostatni, z zaciekawieniem rozglądając się po zniszczonym pokoju. 
- Raven, spokojnie - wyszeptał lider, kładąc dłoń na moim ramieniu. 
Podciągnęłam kolana jeszcze bliżej klatki piersiowej, jakbym mogła się tam schować przez całym tym światem. Spuściłam głowę, ukrywając się za kurtyną nadal wilgotnych włosów. 
- Co się stało? - zapytał łagodnym głosem. 
- Proszę, wyjdźcie z tego pokoju - powiedziałam cicho zachrypniętym głosem. 
Zapanowała cisza. Po chwili usłyszałam kroki dwójki ludzi. Gwiazdka pewnie wyleciała. 
- Powiedz, co się stało? - Robin usiadł naprzeciwko mnie i oparł się plecami o łóżko. 
- Miałam koszmar - odparłam, nie patrząc na niego. 
- I dlatego krzyczałaś, znalazłaś się w tym miejscu i zniszczyłaś pokój? - dopytywał sceptycznie. 
Uniosłam morderczy wzrok. Był tylko w dresach i luźnym t-shircie. Zawsze gotowy na wszystko lider nie spał w swoim kolorowym wdzianku? Znalazł za to czas, by założyć maskę i pas. 
- Był wyjątkowo realistyczny - odparłam zgryźliwie, odgarniając wpadające mi to oczu włosy. 
- Krwawisz - stwierdził niespodziewanie, jakby dotarło do niego, że nic ze mnie nie wydobędzie. Wyciągnął rękę w moją stronę. Drgnęłam nerwowo, wciąż mając w pamięci, jak podobny gest uczynił Trygon. 
- Najwidoczniej spadłam i walnęłam się o kufer - odparłam lekceważąco.
Ból był prawdziwy. Fala energii również. Nie byłam przekonana, czy siarka też się zaliczała. Cały czas miałam wrażenie jakby ten zapach wciąż gryzł mnie w nozdrzach i gardle, ale nie chciałam zrobić z siebie wariatki i zapytać o to Robina. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Czy rzeczywiście był to koszmar? A może halucynacja? Nie miałam pojęcia, w którym dokładnie momencie się przebudziłam.
- Rachel, wiesz, że możesz nam powiedzieć o wszystkim - zapewnił mnie miękkim głosem. Ze złego gliny w dobrego?
Kiwnęłam głową i postanowiłam się podnieść. Wyszło mi to dosyć nieudolnie, bo straciłam równowagę i przechyliłam się niebezpiecznie do przodu. Robin w sekundę złapał mnie i usadził na przesuniętym łóżku. 
- Jeśli nie chcesz porozmawiać, to chociaż pozwól sobie opatrzyć tę ranę. 
- Jak chcesz - burknęłam.
Chłopak uśmiechnął się lekko, jakby z politowaniem nad moim zachowaniem.

Robin po raz kolejny przeciągnął igłę przez skórę. W ogromnym skupieniu wyciągnął koniuszek języka.
- Naprawdę nic nie powiesz? - spytał nagle, wytrącając mnie z bezcelowego dryfowania myślami.
Nie wiedząc jak mam odpowiedzieć, wzruszyłam ramionami. Lider odłożył igłę z resztką nici i zmył resztki krwi z mojej twarzy. Ściągnął jednorazowe rękawiczki i założył te bojowe, oznajmiając, że to koniec zabiegu.
- Dzięki - mruknęłam. Wciąż byłam dosyć oszołomiona i praktycznie nie czułam bólu. Tylko lekkie zawroty głowy.
Richard oparł się łokciami o szafkę, jakby w oczekiwaniu na coś. Uniosłam brwi.
- Byłaś przerażona - oznajmił po chwili. - Miewałaś już koszmary, ale nigdy nie zdarzyło się... - urwał, jakby szukał odpowiednich słów. - Coś takiego - dokończył, odpychając się od szafki.
- Co chcesz osiągnąć w ten sposób? - Zaatakowałam. - Niewiedza tak cię irytuje? - Usilnie starałam się, by mój głos pozostał spokojny, ale dni bez medytacji i nadszarpnięte dzisiejszą nocą nerwy nie pomagały.
Obróciłam się na pięcie i wyszłam, bo czułam, że zbliżam się niebezpiecznie do granicy krzyku i wymykających się spod kontroli emocji.

Wróciłam do pokoju. Przekroczyłam stosy rozrzuconych książek, kawałków szkła i wielu innych drobiazgów, które zleciały z długiego regału ciągnącego się wzdłuż ściany. Cyborg był tak wspaniałomyślny, by przykręcić go do ściany. Wszystkie ozdoby i przedmioty mniejsze od mebli zostały zmiecione. Jęknęłam z bólem, widząc, że muszę to wszystko ogarnąć, a to, co przetrwało, ponownie poustawiać. Udałam się do składziku po worki na śmieci, zmiotkę i szufelkę.
Dopiero gdy zapaliłam wszystkie lampki i świece jakie posiadałam, byłam gotowa do sprzątania. Miałam wrażenie, jakby w każdym nieoświetlonym zakamarku mógł kryć się jakiś demon. Spanikowałam jak największy tchórz. Po raz kolejny zareagowałam tak przed samym Trygonem.
Westchnęłam. Może sprzątanie pozwoli mi uciec myślami od tej całej sytuacji. Mocą ułożyłam wszystkie książki na kilku kupkach tak, bym miała dostęp do roztrzaskanych fiolek i rozsypanych proszków. Będę musiała udać się na Azarath, by uzupełnić zapasy. Tylko kilka buteleczek przetrwało bliskie spotkanie trzeciego stopnia z podłogą.
Układanie książek według ich zawartości było nużące, ale wciąż lepsze niż ponowne udanie się do krainy koszmarów. Zanim skończyłam, pierwsze promienie światła zaczęły przemykać między zasłonami. Jak nigdy, dałam im pełny dostęp do pokoju.
Telekinezą poprzesuwałam meble, które przemieściły się pod wpływem fali z powrotem na ich miejsca. Przy schodku oddzielającym część pokoju z łóżkiem znalazłam połamaną wesołą maskę teatralną. Rozłamała się na prawą i lewą połowę. Obok leżała w całości smutna, która utrzymała się na abstrakcyjnej, powyginanej niczym gałęzie figurze. Wetknęłam je tam, gdy jeszcze w Azarath rozbiłam dedykowany im stojak. Odstawiłam wszystko na biurko. Rozłamane połówki prowizorycznie połączyłam tak, że z daleka można było uznać je za jedność.
Zgarnęłam z podłogi kompletnie poszarpaną kołdrę oraz poduszkę i wrzuciłam je worka. Przystanęłam przy oknie i rozejrzałam się po pokoju, oceniając swoją pracę. Wszystko wyglądało praktycznie jak wcześniej, poza niezasłanym łóżkiem i sporymi lukami na regale, które czekały na uzupełnienie ich fiolkami.
Chwyciłam ciężki worek i szufelkę wraz ze zmiotką. Sprzęt odniosłam do składziku, a śmieci wyrzuciłam do zsypu, który znajdował się na drugim końcu piętra. Wór zniknął w czarnej dziurze. Szkoda, że nie można tak zrobić z niechcianymi wspomnieniami.

Kompletnie niewyspana, wtoczyłam się do salonu. Robin krzątał się po kuchni, z której unosił się energetyzujący zapach kawy.
- Kawy? - spytał, sięgając po właśnie napełniony kubek.
- Wyjątkowo poproszę - odparłam, podchodząc do ścianki działowej oddzielającej kuchnię od salonu.
Już po chwili delektowałam się gorzkawym napojem. Patrzyłam na lidera, który raz po raz popijał kawę nad dzisiejszą gazetą.
- Wciąż nie wiedzą, co kierowało tamtym facetem - podjął temat, przerywając ciszę.
Uniosłam pytająco brew, bo nie wiedziałam o kogo mu chodzi.
- Chodzi o tego, co wjechał w grupę ludzi, a potem rzucał się na policjantów i postrzelił jednego jego własną bronią - doprecyzował.
Kiwnęłam głową na znak, że przypomniałam sobie tę sprawę.
- Mówił, że widział demony? - dopytałam.
- Piekielne istoty. Mówił też, że nawet nie wiedział, kiedy znalazł się w samochodzie - dodał.
- Może to przez narkotyki? - zaproponowałam.
- Sprawdzili go. Był czysty.
Złapałam się za kłujące skronie, gdy w wieży rozległ się alarm.
- Może daruj sobie dzisiaj - rzucił, przechodząc obok mnie. Troszczył się?
Do salonu wtoczyli się Gwiazdka i Cyborg.
- Zamieszanie na stadionie. Dwóch mężczyzn wbiegło na murawę i zaatakowało zawodników - relacjonował lider, przeglądając widok z kamer. - Policja już interweniuje. Poradzą sobie - rzekł, odwracając się od monitora. - Gdzie Bestia?
Dopiero teraz odnotowaliśmy brak jednego członka drużyny.
- Pewnie wciąż śpi. - Cyborg wzruszył ramionami. Nie raz już ściągaliśmy Zielonka z górnego piętra łóżka. - Idziemy go obudzić? - zaproponował z łobuzerskim wyrazem twarzy.
W Robinie chyba załączył się tryb małego nicponia-sadysty, bo zgodził się na to ochoczo.
Gęsiego dotarliśmy pod pokój Bestii. Spojrzeliśmy każdy po sobie, ale nikt nie chciał być tym, który otworzy drzwi jako pierwszy. Nigdy nie było wiadomo, w co się wdepnie albo co gorsza, jakie zmutowane, ukiszone i rządne krwi rzeczy się na ciebie rzucą. Robin nie raz wydawał chłopakowi polecenie służbowe, by uprzątnął ten burdel i wypsikał cały pokój kwiatowymi odświeżaczami powietrza, ale za każdym razem wszystko po kilku dniach magicznie wracało na swoje miejsce.
- Dobra, wchodzę. - Po chwili ciszy to Cyborg, jako pomysłodawca, okazał się tym odważnym.
Zatkał teatralnie nos i otworzył drzwi. Zapach był przewidywalny, ale jednak nie takiego widoku się spodziewaliśmy.
W stertach ubrań, opakowań po pizzy i innych dziwnych rzeczach tarzał się Bestia. Wydawał przy tym ciche warknięcia i pomruki.
Przepchnęliśmy się obok zdziwionego Cyborga. Robin przykucnął przy nim i wbił palce w nagie ramię chłopaka. Ten jednak nie zareagował, spróbował tylko złapać się za głowę, ale wciąż sparaliżowane ciało uniemożliwiło mu to.
- Odsuńcie się - powiedziałam stanowczo i usiadłam za głową wiercącego się Garfielda. Położyłam dłonie na jego skroniach i skupiłam się na emocjach.
Uderzył mnie jego strach i gniew. Zalały mnie falą, wypełniając mój umysł odczuciami i licznymi, krótkimi niczym mrugnięcia obrazami. Przyjęłam i rozproszyłam buzujące uczucia. Wyciszyłam myśli Bestii, jednocześnie wybudzając go.
Garfield otworzył nagle intensywnie zielone oczy i błyskawicznie podniósł się do siadu.
- Co wy? - spytał skołowany, widząc wianuszek zaniepokojonych twarzy wokół siebie. - Dlaczego siedzę na podłodze? - dodał, lekko się od mnie odsuwając.
- Chcieliśmy cię obudzić i jak przyszliśmy, to miotałeś się w tym bałaganie - wyjaśnił uczynnie Cyborg.
- Miałeś koszmar? - spytał poważnym głosem Robin.
- No... Tak jakby - odparł Bestia, drapiąc się nerwowo po karku.
- Przypadek? - rzucił Cyborg, przenosząc znaczący wzrok z Zielonka na mnie.
- Nie sądzę - mruknął w zmyśleniu lider.
- Eee... Długo tak będziecie tutaj stać? - Właściciel pokoju podniósł się na równe nogi i poprawił spadające bokserki.
Robin machnął ręką i opuścił graciarnię. Zrobiliśmy to samo. Cyborg, który wyszedł jako ostatni, zaciągnął się ostentacyjnie czystym, klimatyzowanym powietrzem na korytarzu.
Ruszyłam ku ciemnicy, by odmedytować ten kłębek emocji, który przejęłam od Bestii.
- Raven, poczekaj. - Warknęłam groźnie pod nosem na stanowczy głos lidera.
- O co chodzi? - spytałam chłodnym i aż nadto szorstkim głosem.
- Co widziałaś w śnie Bestii?
Prychnęłam. Cudowny Chłopiec musi zawsze wiedzieć wszystko o wszystkim i wszystkich.
- Po pierwsze. - Wyciągnęłam palec wskazujący kilka centymetrów od jego twarzy. - Ja CZUŁAM, nie WIDZIAŁAM - wyjaśniłam z naciskiem. - Po drugie, sny to coś prywatnego i nawet jakbym wiedziała, to bym ci nie powiedziała - sarknęłam niczym naburmuszone dziecko, wyprostowując środkowy palec.
- Raven, nie utrudniaj - zaczął pouczającym głosem, ale wyczułam, że był na granicy spokoju i cierpliwości do mnie.
- Oskarżysz mnie o utrudnianie twojego śledztwa co, gdzie, z kim i kiedy robimy? - zakpiłam.
Czułam, jak ukryty głęboko we mnie demon karmi się strachem oraz gniewem zarówno Bestii, jak i moim. Zacisnęłam pięści i nabrałam głęboko powietrza.
- Robię to, by was chronić - wypalił, usilnie starając się utrzymać emocje, które wyraźnie czułam, na wodzy.
Otwarłam usta, by wyrazić swoje zdanie na temat kontrolowania  i zgłębiania naszych poczynań, ale wyczułam Gwiazdkę.
- Dobrze ci radzę, zostaw mnie w spokoju - zasyczałam na odchodne i pośpiesznie, zanim Gwiazdka wyszła zza zakrętu, zniknęłam w swoim pokoju.

--------------------------
Mając możliwość zakończyć tekst po zaledwie 1600 słowach z jakże fajnym i takim konkretnym zakończeniem, postanowiłam jednak się wysilić i rozwinęłam rozdział do, uwaga uwaga, aż 2400? Ej... wyglądało na dłuższe... no dobra, długość standardowa, ale jest w zaplanowanym terminie, więc to największy sukces.
Macie jakieś nowe teorie dotyczące maszyny Slade'a? Mam już konkretny plan na to i kilka najbliższych rozdziałów będzie ładnie i konsekwentnie (ta... jasne. Chciałabym.) napisana.
Liczę na sporo komentarzy, ale to przecież jak zwykle. Miłych ostatnich dni wakacji.